|
|
8/7/2010
"o jak miło gdy bracia mieszkają razem"
Mieszkali razem.
Młodszy miał żonę i kilkoro dzieci.
Starszy żył samotnie.
Kochali się.
Wspólnie gospodarzyli na ojcowiźnie, uprawiali zboże.
Kiedy nadeszły żniwa, pracowali jednakowo.
Podzielili zbiory na dwie równe części, usypali dwa równe kopce ziarna i poszli spać.
Żaden z nich jednak nie zasnął, obaj rozmyślali.
Starszy myślał tak:
Mój brat ma żonę i dzieci.
On potrzebuje więcej niż ja.
Dobrze więc będzie, gdy mu dam część swojego ziarna.
Wstał więc cicho, podszedł do stodoły i odsypał kilka worków na stronę brata.
Młodszy myślał w ten sposób:
Mój starszy brat jest sam.
Gdy będę stary, to o mnie zatroszczą się moje dzieci.
A kto będzie się troszczył o niego?
On musi mieć teraz więcej ode mnie!
Wstał więc cicho, poszedł do stodoły i przesypał kilka worków na stronę starszego brata.
Na drugi dzień bracia spotkali się w stodole i zobaczyli, że oba kopce ziarna niczym się nie różnią.
Nie wiedzieli jednak, co jeden robił dla drugiego w nocy .
Obaj w swoich sercach postanowili, że przesypią jeszcze kilka worków zboża na drugą stronę.
Jeden i drugi niecierpliwie czekali wieczora.
Życzyli sobie spokojnej nocy i udali się na spoczynek.
Czekali chwilę.
Najpierw wstał cicho starszy i udał się do stodoły.
Za chwilę wstał młodszy i także poszedł do stodoły.
I gdy tak w ciemnościach przenosili zboże wreszcie natknęli się na siebie.
Popatrzyli zdziwieni, a potem rzucili się sobie w ramiona, ucałowali się i uściskali po bratersku.
A Pan Bóg patrzył na to wszystko z nieba i powiedział:
Święte jest to miejsce, gdzie ludzie tak się kochają.
Wśród takich ludzi chcę mieszkać i takim będę błogosławił.
Bracia żyli szczęśliwie do ostatnich swych dni.
|
8/11/2009
Nie chce nam się wiele razy, wygrywa z nasza modlitwa wiele spraw. Diabeł nam wybaczy wszystko ale na pewno nie modlitwę. Wykraśc sobie czas w codzienności na modlitwe na refleksję na chwile z Panem, miec czas na głębię:„Człowiek, który odmawia wieczorną modlitwę, jest kapitanem, który ustawia straże: może spać spokojnie.”
Charles Baudelaireębię
|
16/7/2009
Annus sacerdotalis
O Jezu, Odwieczny Arcykapłanie, Boski Ofiarniku, który w niezrównanym porywie miłości dla ludzi, Twych braci, sprawiłeś, że chrześcijańskie kapłaństwo wytrysnęło z Boskiego Serca Twego, nie przestawaj wlewać w Twych kapłanów ożywczych strumieni Twej nieskończonej miłości.
Żyj w nich, o Panie, przeistaczaj ich w siebie, uczyń ich mocą łaski swojej narzędziami swego miłosierdzia. Działaj w nich i przez nich i spraw, by przyoblekłszy się zupełnie w Ciebie przez wierne naśladowanie Twych godnych uwielbienia cnót, wykonywali mocą Twego imienia i Twego ducha uczynki, któreś sam zdziałał dla zbawienia świata.
Boski Odkupicielu dusz, spojrzyj, jak wielu jest jeszcze pogrążonych w ciemnościach błędu. Policz owieczki zbłąkane, krążące nad przepaścią, wejrzyj na tłumy ubogich, głodnych, nieświadomych i słabych, jęczących w opuszczeniu.
Wracaj do nas, o Jezu, przez Twych kapłanów. Ożyj w nich rzeczywiście, działaj przez nich i przejdź znowu przez świat ucząc, przebaczając, pocieszając, poświęcając się i nawiązując na nowo święte więzy miłości łączące Serce Boże z sercem człowieczym. Amen.
|
11/4/2009
Chrystus Zmartwychwstał Alleluja!
Prawdziwie Zmartwychwstał Alleluja!
Jak to dobrze ,ze Wielkanoc jest u nas zawsze na wiosnę.Sama natura mowi nam o sile życia. Po miesiącach mroku i stagnacji,życie ujawnia swą niezwykłą siłę.Przyroda zdaje sie przepowiadac nam Ewangelie.To,co sie stało z naszym Zbawicielem od Wielkiego Czwartku do Wielkanocnego Poranka mieści w sobie także wszystkie nasze lęki,tesknoty i oczekiwania.Życie wymyka nam sie z rąk.Tracimy je dzień po dniu.Doświadczamy słabosci ciała i niestety czasem śmierci ducha . Oby zwyciestwo Chrystusa dokonało sie takze w naszym życiu. Obyśmy doswiadczyli prawdziwej wiosny ducha .
|
24/3/2009
"Vademecum dla lepszego rozeznania swojej drogi zycia" O. Zdzislaw Wojciechowski SJ
1. KTO chce przeżyć swe życie świadomie i odpowiedzialnie, musi zmierzyć się z trzema pytaniami. Pierwsze: skąd przychodzę? Jaka jest moja przeszłość, moje dziedzictwo rodzinne, moja tożsamość, moje umiejętności i możliwości? Czyli, kim jestem? Jaki jest mój charakter, usposobienie? W jaki sposób komunikuję się z innymi osobami, prowadzę z nimi spór, rozwiązuję konflikty? Jaka jest moja wiara, moja relacja do Boga, bliźnich? Co to znaczy, że jestem chrześcijaninem? Jaki sposób życia, jaką hierarchię wartości, świadomie wybrałem? Jakie mam zasady, którymi kieruję się w zyciu? Jakie jest moje nastawienie do świata? Podejrzliwe, pełne lęku, czy ufne i optymistyczne? Jaki wzór małżeńskiego i rodzinnego życia dali mi moi rodzice? Patrząc na te wszystkie odpowiedzi rysuje się już jakaś droga, jakiś kierunek, który mogę zobaczyć czytając księgę mego życia. Warto zwrócić uwagę na wzór małżeństwa i rodziny, jaki wyniosłem / wyniosłam ze swego domu. Pewna cześć osób trafiających do zakonu czy Seminarium nie miało dobrego wzorca małżeństwa i rodziny. Taki sposób życia ich nie pociąga, wywołuje lęki. Czy to może być negatywnym znakiem, jaki daje takiej osobie Pan Bóg, że jej, jego powołaniem jest żyć samotnie lub w jakiejś formie życia zakonnego czy kapłańskiego? Ta okoliczność jako decydujący motyw raczej wyklucza powołanie jako dar samego Boga. Decydującym kryterium jest wołanie samego Boga, jaki rozpoznaje ktoś w swoim wnętrzu.
2. Drugie pytanie: dokąd idę? Jaki jest cel i sens mego życia? Czy wiem, co chcę osiągnąć? Jakie są moje oczekiwania, pragnienia i tęsknoty? Jednym słowem, jaką mam wizję swego życia? Nasze cele mogą być krótko lub długoterminowe. Najczęściej żyjemy celami krótkoterminowymi. Chcemy zdobyć wykształcenie, wykonywać dobry zawód, zrobić karierę, mieć mieszkanie, założyć rodzinę. Nie będzie to pełne i satysfakcjonujące, jeśli nie będziemy mieli docelowej wizji całego naszego życia. V.E. Frankl zauważył, że ok. 95% pacjentów jego kliniki psychiatrycznej stanowiły osoby niedostrzegające w swym życiu celu i sensu życia. Bez odkrycia takiej perspektywy nie wiadomo, po co się żyje i doświadcza się jakiegoś zawieszenia, pustki. Dla kogoś celem i sensem życia może to być godne i odpowiedzialne przeżycie całego swego życia. Dla drugiego celem będzie życie wieczne, perspektywa spotkania twarzą w twarz z Bogiem, które zostało mu przyobiecane na chrzcie świętym. Idę ku Bogu, który jest moim celem. Idę ku pełni życia. Idę ku pełni miłości, ku relacji przynależności w pełni do siebie. Dopiero perspektywa wizji końca swego życia pozwala zrozumieć, gdzie się jest teraz i jakie stawiać kroki by iść we właściwym kierunku.
Powołanie, to życie po usłyszeniu Bożego wołaniu. Usłyszałem je i udzielam odpowiedzi, czyli jestem odpowiedzialny. Dobieram odpowiednich środków prowadzących mnie do celu. To, co mnie do niego nie prowadzi, odrzucam, nie podejmuję. Czy mam wizję celu mego życia? Czy wiem, ku Komu zmierzam? Pamiętaj, małżeństwo, życie samotne, zakonne, kapłaństwo nie jest celem twego życia. To wszystko jest tylko środkiem, różnym sposobem życia. Celem jest Bóg i wspólnota z Nim.
3. Trzecie: z kim chcę iść przez życie? Kto będzie moim mężem, żoną? Jakich chce mieć przyjaciół? Księga Rodzaju oznajmia nam, że mężczyzna został stworzony dla kobiety a ona dla niego. Oboje mają być płodni, fizycznie i duchowo. Dla absolutnej większości ludzi na ziemi małżeństwo, rodzina jest naturalnym wypełnieniem ich tęsknoty tkwiącej głęboko w sercu. Bóg jest wspólnotą Osób i ta boska forma życia jest ich naturalnym powołaniem. Pan Jezus powiedział też, że ta najbardziej naturalna forma życia, ze względu na Królestwo Boże, czyli z woli Boga może zostać zmodyfikowana. To, czego oczekujesz jako mężczyzna od kobiety i kobieta od mężczyzny, z woli Boga, możesz otrzymać od Niego samego. Tę drugą połówkę, która była zaplanowana przez Boga, zastąpi ci sam Najwyższy. On sam daje ci obietnicę, że On sam ci wystarczy, że On sam cię tak wypełni, że nie będziesz zdeformowany i odczłowieczony bez drugiej połówki. Bóg powołując zaprasza cię do bardzo bliskiej jedności ze sobą. Tę jedność trzeba każdego dnia pielęgnować.
Nie, dlatego Bóg mnie powołuje, że po ludzku nie nadaję się do małżeństwa i życia w świecie, albo, że nikogo odpowiedniego nie spotkałem / spotkałam. Wręcz odwrotnie. Wiem, że się nadaję, że mógłbym być mężem, ojcem / żo
|
22/2/2009
Bóg niepotrzebna hipoteza? Wiara a nauki przyrodnicze -streszczenie/recenzja książki Edouarda Bone’a
Joanna Maria Korwek
Eduard Bone, jezuicki bioetyk i paleontolog w swojej książce
Bóg niepotrzebna hipoteza? Wiara a nauki przyrodnicze prowadzi rzeczową dyskusję przedstawiając stanowiska wiary i nauki odnośnie wybranych zagadnień dotyczących stworzenia świata, człowieka, ich celowości i rozwoju świata. Spora część publikacji poświęcona jest także zagadnieniom bioetycznym. Ostatnia część pracy poświęcona jest mistrzowi Boney’a – Pierrowi Teihardowi de Chardin.
W niniejszej pracy spróbuję sprostać kilku wybranym zagadnieniom chcąc przekrojowo ukazać wybrane problemy poruszane w tej książce. Nie będzie to jednak typowe streszczenie, gdyż pokusiłam się o próbę dyskusji nad niektórymi problemami.
Wiara a nauka – dwa skrzydła poznania rzeczywistości
Fides et ratio – dwa skrzydła poznania, które od czasów renesansu zwłaszcza nierównomiernie balansowały przez przestrzenie myśli i działań człowieka. Edouard Bone zadaje pytanie w sposób nieco zadziorny – „Wiara podejmująca ryzyko spotkania z nauką?”
Owo ryzyko sugeruje pewne wyzwanie, jakie nauka stawia wierze,
na które wiara szukać musi odpowiedzi.
Przez wieki ścierające, a nawet walczące – wiara i nauka – są
i ofiary to jednego to drugiego końca pochylni – bo przecież Ci, którzy żyli tylko wiarą wymyślili płonące stosy czarownic, naukowych szarlatanów, wojny religijne, czy magiczną dewocję życia codziennego. Ci od nauki też nie są czyści – szubienice, dynamit i Hiroszima i coraz to nowsza broń, którą gdzieś przecież trzeba wykorzystać.
Wiara i nauka – wyzwanie? Za Ignacym Loyolą autor powtarza – Bóg stwarzając człowieka obdarzył go w krytyczny umysł – zatem nie jest to przypadkiem, że powinniśmy go używać.
I używamy – tyle, że znowu jakby w jednym kierunku, bo wartościowe
i pewne jest to, co daje się zapisać w matematyczno – chemicznych formułach, w których przecież Bóg się nie mieści.
Istnieją jednak pewne momenty, które naukowo niewytłumaczalne rzucają się do stóp wiary i same proszą się
o ukierunkowanie myślenia, nadanie światła, ustalenie granic, postawienia znaku stop tam, gdzie już nie wypada. Takie wyzwania nauka stawia wierze, a ta z chęcią je przyjmuje.
Autor określa współczesnych wierzących jako „chrześcijan epoki atomu” . Wierzący ludzie nauki, jak często wspominany w publikacji Teilhard de Chardin czy Georges Lemaitre, stają się współczesnymi apologetami. Zadaniem ich jest ukazywanie tego, że istnieją dwie drogi poznania – nauka i Objawienie – które mimo, że są autonomiczne, nie wykluczają się, ale patrzą w tym samym kierunku – wiedza wyjaśnia „jak?”, wiara chce dać odpowiedź „dlaczego?”
Albert Jacquard powiedział, że „nauka składa w nasze ręce wiele możliwości i trzeba mieć odwagę niewykorzystania ich wszystkich” –
tu uwydatnia się kierunek jaki mądrość powinna nadawać rozumowi. Zawsze można dołożyć starań do rozwiązywania problemów nieuleczalnych chorób albo można iść w stronę ulepszania zbrojeń..
W jakim świecie żyjemy? – cicha akceptacja czy milczący radykalizm? – mentalność empiryczna – śmierć Boga?
Po Soborze Watykańskim drugim nastąpiło obopólne oczyszczenie, Kościół pokazał wielką klasę i przeprosił za błędy przeszłości – a nauka..?
Bone pisze, jak niektórzy mówią, że wygląda na to, iż konfliktu między wiarą a nauką już nie ma. Czyżby? Znajdzie się zawsze kilku jawnych rycerzy neofilozofii, którzy wysilać się będą nad udowodnieniem, że Bóg to tylko idea zapisana gdzieś w naszych umysłach potrzebna w jakichś celach.
Ale po cichu rozgrywa się większa walka – walka o mentalność. Dzisiaj od najmłodszych lat w szkołach kreuje się empiryczne podejście do świata – ceni się nauki przyrodnicze jako ważne i pewne, humaniści odchodzą w cień jako nieopłacalni mąciciele umysłu, którzy obracają się w świecie pustych pojęć. Bone jednak stawia problem drugiej strony – czy możliwy jest „ścisły naukowiec”, dla którego przyczyny pierwsze nie istnieją? Jako człowiekowi nie uda mu się nigdy nie wartościować w jakiś sposób tego, co bada, bo wszystkiemu towarzyszy jakiś ładunek emocjonalny.
Ewa czy Lucy?
Spory tego rodzaju jak między ewolucjonizmem, za który gotowi umrzeć jeszcze kilka wieków temu gorliwi wierzący, a kreacjonizmem, tak głaskanym potem przez różne ideologie i nagłaśnianym,
np. w szponach marksizmu są bardzo, jak się okazuje, konstruktywne. Nauka stymuluje teologię do działania, pogłębiania i szukania Prawdy – prześwietlania rzeczywistości Objawieniem i konkretyzowania wniosków. Jednocześnie, jak na płaszczyźnie tego, przytoczonego
w książce sporu – widać, że dogmat nie jest rzeczywistością sztywną, ale ulega przeobrażeniom, jakby pogłębianiu swojej treści, udowadniając jaka wielka i niedosięgnioną treścią jest Prawda Objawiona.
Stąd Magisterium Kościoła, jak pisze Bone, zrozumiało, że dogmatu nie można ściśle wiązać z żadną konkretną hipotezą naukową.
Jedyną istotną prawdą o stworzeniu jest właśnie fakt stworzenia świata przez Boga, a którędy – do już drugoplanowe dywagacje.
Księga Rodzaju jest historią świętą, która niesie właśnie taki fakt,
że świat ma Stwórcę, który stworzył też ów krytyczny ciekawski rozum człowieka jako narzędzie poznania właśnie po to, by się nad tym wszystkim zastanawiał i dochodził właśnie do „punktu zero”, gdzie nie ma wyjście – a decydować trzeba: uwierzyć, czy nie..
„Czyńcie sobie ziemię poddaną”
Lekiem na całe zło staje się dziecko nauki – technologia. Niegdyś człowiek mający potrzeby pokładał ufność w Bogu, bo czuł się od Niego zależny. Dzisiaj człowiek sam sobie radzi we wszystkim, z mniejszymi lub większymi skutkami ubocznymi, których jest mniej lub bardziej świadom. Ale na razie póki co cudowne dziecko nauki słodko kwili uśmiechając się i mówiąc: „Czego nie możemy osiągnąć dzisiaj, osiągniemy jutro”.
Stwórca w nieograniczonej swej mądrości stwarzając człowieka osadził jego rozum w wolności wyboru. Adolphe Gesche rzekłby, że tym samy Bóg zgodził się na wszystkie skutki tego posunięcia.
Bone określa ten fakt mianem „zatrutego podarku” – bo w którą stronę zmierza ludzkie władanie nad światem? Ewolucję zastępuje kultura jako wytwór odzwierciedlający człowieczego ducha i chęć nieśmiertelności. Jaki jest duch naszych czasów? Z jednej strony szaleństwo technicznego postępu i zachłyśnięcie się możliwościami techniki, z drugiej zaś bóstwo ekologii i walka z skutkami cywilizacji. Świat się skurczył diametralnie i daje się zauważyć dążenie do pewnej unifikacji – i tu autor wysnuwa słuszny wniosek o myśleniu holistycznym, na którym żeruje i czai się New Age – „Będziecie jako bogowie”..
Człowiek – transcendentny czy jeden z naczelnych?
Autor zmierzając się z tym problemem przytacza wiele naukowych badań z zakresu paleontologii, biologii czy genetyki.
Jakie jest miejsce człowieka w przyrodzie? Niewątpliwie wyróżnia się on spośród reszty przyrody ożywionej wieloma cechami – zdolnością do refleksji, przetwarzania i panowania. Ale też zdolnością do kochania oraz świadomością śmierci. Człowiek stworzony w świece przyrody jako jedyna istota rodzi się z „wrodzoną przedwczesnością” – jest tak bardzo zależny od innych, że nie przetrwał by sam.
Bone przedstawia wiele płaszczyzn opisujących przewyższanie przez człowieka innych stworzeń. Od wskaźników genetyki i biologii, które zdają się zaświadczać, że bez wątpienia człowiek jest istotą z tego świata i przeszedł pewną ewolucję, do cezury antropologicznej, która mówi o człowieku jako istocie świadomej siebie. Wreszcie – kultura jak wytwór tylko ludzki. A kultura świadczy o pewnej potrzebie nieśmiertelności, czyli jest przejawem ducha.. Zatem człowiek nie może być tylko istotą cielesną. Niesie to ze sobą pewien świat wartości, którego strzeże i normalizuje etyka.
Bioetyka – zapotrzebowanie czasów
W czasach, gdzie człowiek może wszystko, gdzie może niemal wszędzie zajrzeć, pomajstrować, podejrzeć – w czasach biologiczno- technicznych, medycznych tak wysokich możliwości potrzeba wielkiej mądrości, by się w tym wszystkim nie pogubić. Bio-etyka – etyka życia to dziedzina, która stara się właśnie nadać tym wszystkim biotechnicznym poczynaniom odpowiedni zarys normatywny. I tu wracamy do zagadnienia relacji jakie zachodzą między nauką
a teologią - bioetyka jest tą, która jest właśnie współczesnym zadaniem teologii. Coś musi nadawać granice ludzkiej zabawy w Boga.
Świat zmierza ku – no właśnie – ku samozagładzie czy samodoskonaleniu i ku pełni bytu? Na to pytanie odpowiedź przyniesie czas..
Bibliografia:E. B o n e, Bóg niepotrzebna hipoteza? Wiara a nauki przyrodnicze, Kraków 2004
|
20/2/2009
Słowo na niedzielę
Mk 2,1-12
Gdy po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: "Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy". A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: "Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, oprócz jednego Boga?" Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: "Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!". On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: "Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego".
Na przykładzie dzisiejszej perykopy Ewangelicznej zauważamy jak niesamowicie wielką i ważną sprawą jest życie w czystości serca, bez przywiązania do grzechu i stawianie prymatu temu co duchowe.
Przynieśli do Jezusa paralityka, mieli wiarę przyjaciele chorego, Jezus pokazał że On jest Bogiem i Panem duszy i ciała ludzkiego. Uzdrawia, a zatwardziałym faryzeuszom pokazuje, że to On jet Królem Miłosierdzia i Bożego przebaczenia.
Kiedy tak blisko kolejny Wielki Post zadaj sobie pytanie: co Ciebie paraliżuje?, co Ciebie jako człowieka pomniejsza i osłabia? jaka jest Twoja Wiara? Czasami nie stac Cię na to aby do Jezusa przyjśc przy otwartych drzwiach świątyni a przez dach miałbys się dostac do niego? Zazdrośc dzisiejszym ewangelicznym przyjaciołom owego sparalizowanego człowieka i zacznij pchac się ze swoją duszą i całym życiem do Zbawcy, bo tylko u niego jest pokój i szczęście chociaz wiele razy przychodzące niełatwo i przez krzyż
|
:: następne
|
|
Jestem w grupie wiekowej:
|
|
|
|
|
|
czy dziękujesz Bogu za każdy przeżyty dzień?
|
|
|
|
|
Starsze nowiny:
2010 lipiec 2009 2008 2007 2006 2005 2004
Księga gości:
Zobacz wpisy gości
Zostaw swój ślad
|
|
15.oo zaczyna Godzinę Miłosierdzia Bożego
|
|
|
|
|
|